30 sierpnia 2018

W starym parku

Miło spędziłam dzień na miejskiej plaży utworzonej przy starym parku. Był piknik i czytanie, rozmowy i sjesta, aż nadszedł czas powrotu. Wówczas dopiero zauważyłam, że ciemna dotąd ściana drzew rozbłysła światłem chylącego się ku zachodowi słońca. Chwyciłam aparat (dotąd leżący odłogiem) i ruszyłam w pogoń za złotymi wstęgami.

Park Szelągowski w Poznaniu

27 sierpnia 2018

Akant miękki

Wreszcie wiem jak wygląda akant, roślina, której liście w postaci motywów dekoracyjnych pojawiały się na różnych elementach architektonicznych (w pamięci najbardziej utkwiły mi kolumny korynckie). Rzeczywiście, liście mają ciekawy kształt, ale mnie, jak zwykle, najbardziej zainteresowały kwiaty.
Piękne akanty fotografowałam 15 i 26 czerwca oraz 9 lipca (owoce).


24 sierpnia 2018

Berberys 'Profesor Sękowski'

Minęło już półtora roku odkąd "krążę" wokół tego berberysu, a jak dotąd, jakoś przegapiłam wiosenne (czerwonawe) i jesienne (czerwonopomarańczowe) liście. Zaczęło się od zeszłorocznego pstrykania wszelkich pąków u progu wiosny. Później, w połowie maja, oniemiałam na widok żółtych girland. Zdjęcia przeleżały cały rok ponieważ, odszukawszy informacje na temat berberysu 'Profesor Sękowski', stwierdziłam, że brakuje mi zdjęć liści z żółtymi obwódkami. Zdziwił się ten (ja!), kto ich wypatrywał - owszem, pojawiły się nawet w lipcu, ale dość nielicznie, ciut mało charakterystycznie, jak na oko laika. Owe obwódki widziałam przecież i w ubiegłym roku, wzięłam jej jednak za oznaki jesiennego żółknięcia liści :-)
Jestem pewna, że widziałam cały szpaler tych krzewów w parku, który odwiedzałam ubiegłego lata. Poznałam je po wdzięcznie przewieszających się pędach obwieszonych nadzwyczaj długimi kiściami kwiatów. No, cudo!
Zdjęcia przedstawiają krzew berberysu 'Profesor Sękowski', rosnącego w poznańskim Ogrodzie Botanicznym. Jest szansa, że jesienią przyłapię go na purpurze ;-)

Berberys 'Profesor Sękowski'
17 maja

20 sierpnia 2018

Słonecznik wierzbolistny

Smukłe, obficie ulistnione pędy, do złudzenia przypominające długie gałązki wierzby, na których szczycie wyrastają żółte kwiaty. Doprawdy, to oryginalna i efektowna roślina z rodzaju słonecznik. Właśnie nadchodzi czas jej kwitnienia. Mamy wspaniałe lato, być może jesień będzie długa i ciepła, więc słoneczniki wierzbolistne na pewno zakwitną, a ich kwiaty będą pojawiać się nawet do końca października. Nie zawsze tak jest, gdyż podczas chłodnego lata i jesieni, bywa, że nie zdążą rozkwitnąć przed przymrozkami. Choć akurat to liście stanowią największa ozdobę tych roślin, jednak w moich oczach, zyskują one wiele dzięki kwiatom.


15 sierpnia 2018

Lisi ogonek, tojeść orszelinowa

Oto kolejna efektowna roślina ogrodowa - tojeść orszelinowa. Jej długie kwiatostany, zawierające liczne pąki i kwiaty rozkwitające od podstawy grona, przyciągają uwagę i zapadają w pamięć. Posadzone w większym skupisku, tworzą miły dla oka porządek - wszystkie "ogonki" zwrócone są mniej więcej w tym samym kierunku.
Teraz można z łatwością dostrzec różnice w wyglądzie tej rośliny w porównaniu z niedawno przedstawionym jaszczurzcem zwisłym.

19 lipca

13 sierpnia 2018

Kwiaty marchwi w szarościach

Kilka kolejnych kadrów z zalanego słońcem parapetu. Tym razem kwiatostany marchwi zwyczajnej.
Było tyle światła, kwiaty białe, łodyżki jasnozielone, że nie sposób było "mścić" się na czerń. Przynajmniej ja nie potrafiłam znaleźć na to sposobu. Jest więc trochę szaro, ale (mam nadzieję) nie ponuro.


10 sierpnia 2018

O słoneczniku, co zakwitnąć chciał dwa razy

Wyrósł tylko on jeden, jedyny. Nie starał się sięgać nieba, może nie chciał rzucać się w oczy. Trzy pąki kwiatowe pojawiły się na krępej, owłosionej łodydze - jeden na szczycie i dwa mniejsze po bokach, najwyżej 30 cm ponad niezliczonymi kwiatami sierpnicy pospolitej. Czekałam aż zakwitnie, doglądałam czy ma się dobrze i... podlewałam podczas każdych "odwiedzin". Wreszcie zaczęło się - pewnego lipcowego przedpołudnia niemal seledynowa korona otwarła się ukazując przymknięte oko osłonięte żółtymi rzęsami.


7 sierpnia 2018

Mikołajek alpejski

Mimo, że tamtego dnia pogoda była wyśmienita (ciepło, słonecznie, a niebo zdawało się być bezchmurne), po zrobieniu pierwszego zdjęcia wiedziałam, że nie był to dobry czas na fotografowanie. Chociaż barwy kwiatów i zieleni były żywe, to smoliste cienie psuły efekt. Kiedyś nie bardzo zwracałam uwagę na rodzaj światła, wystarczało mi słońce i jak najlżejszy wiatr. Tamtego dnia jednak miałam wrażenie, że słońce trwa w zenicie przez wiele godzin, nasączając wszystko ostrym, wręcz nieprzyjemnym kontrastem. Zrobiłam niewiele zdjęć, przez większość czasu relaksując się (jak wszyscy inni! Wreszcie!) w cieniu. W sumie pobyt w Botaniku był bardzo przyjemny, choć żałowałam trochę "straconej" okazji do fotografowania.
Dopiero około godziny 16., gdy przemierzyłam alpinarium kierując się do wyjścia, ujrzałam pięknego mikołajka alpejskiego - moją nagrodę za wytrwałość :-) 
Gdy po upływie trzech kwadransów opuściłam Ogród Botaniczny, na parking z impetem wjechał samochód. Kierowcą był młody mężczyzna. Od razu pomyślałam, że jest... fotografem (choć wcale nie musiał nim być. Tego się nie dowiedziałam).
Wtedy doznałam olśnienia! To teraz, późnym popołudniem, zaczynała się pora fotografowania!
Od tego czasu do Botanika wybieram się popołudniami, gdy światło z każdą chwilą staje się... lepsze :-)


3 sierpnia 2018

Jaszczurzec zwisły

Jaszczurzec zwisły zwraca uwagę urodą białych, puszystych i wdzięcznie przewieszających się kwiatostanów oraz żywozielonych liści. Posadzony na brzegu będzie stanowił ozdobę oczka wodnego czy sadzawki. Gatunek pochodzi z Ameryki Północnej i u nas nie jest (chyba) zbyt dobrze znany. Niewprawne oko może wziąć go za tojeść orszelinową (niedługo przedstawię zdjęcia tej rośliny), jednak wątpliwości powinny wzbudzić przynajmniej kwiatostany (u tojeści poszczególne pięciopłatkowe kwiaty są wyraźnie widoczne), o liściach nie wspominając.

Jaszczurzec zwisły Saurus cernuus

1 sierpnia 2018

Cienie na parapecie

Od kilkunastu dni mamy prawdziwie upalne lato, a z każdym następnym robi się goręcej. Słońce przypieka już od wczesnych godzin rannych, ukrop i duchota obezwładniają. Ze względu na chmury, które wzbudziły moje zainteresowanie, poczytuję nieco na temat zjawisk wpływających na stan pogody. I wiecie, czego się dowiedziałam?
Mamy kanikułę! Wydawało mi się, że jest to rosyjskie słowo oznaczające wakacje. A tu, proszę, łacina się kłania! W meteorologii termin canicula (czyli... piesek, choć dotyczy Syriusza, najjaśniejszej gwiazdy w gwiazdozbiorze Wielkiego Psa) to kilku(nasto)dniowy okres na przełomie lipca i sierpnia kiedy to zwykle przypadają najgorętsze dni lata, a jednocześnie w tym właśnie czasie Syriusz jest bardzo dobrze widoczny na porannym niebie.
Rolety nisko opuszczone, by choć trochę powstrzymać żar lejący się z nieba, a na parapecie świetlne widowisko. Wystarczyło coś na nim postawić, najlepiej szklanego, i już miałam zajęcie na długie minuty ;-)