9 listopada 2018

Smutek w złotą godzinę

Czy ktoś pamięta taki listopad? Choć jest pogodnie i nadzwyczaj ciepło, liście opadają - nic nie powstrzyma złotych strug. Jeszcze w dniu Wszystkich Świętych drzewa zdawały się być "kompletne", mimo, że ziemia usłana była liśćmi. W ciągu tygodnia nastąpiły szybkie zmiany. Wiele drzew całkowicie pozbyło się liści, lecz mimo to złotojesiennych kolorów nie brakuje. Wczorajszego popołudnia chwyciłam aparat (po wielu dniach bezczynności), by sfotografować resztki jesiennego kolorytu.
Słońce chyliło się ku zachodowi - zbliżała się złota godzina...


Dotychczas, jeśli w ogóle, niewiele razy fotografowałam o tym czasie, a teraz znajdowałam się na skraju zadrzewienia w okolicy Warty i bardzo chciałam wykorzystać te okazję.





  






Przyznajcie, jesteście zdziwieni zdjęciami - ich jakością, kolorystyką, ostrością, a może i tematem? Pewnie nie od dziś.
Czas uchylić rąbka tajemnicy. Eh!

Korzystałam z obiektywu kitowego M.ZUIKO DIGITAL 14-42 mm. Kupiłam używany, ale w dobrym stanie. Od samego początku były z nim pewne problemy, np. od czasu do czasu wyświetlał się komunikat, składający się z kilku słów "Sprawdź..." - jednak nigdy nie zdążyłam przeczytać go w całości, bo błyskawicznie znikał. Zdarzało się, że zupełnie bez powodu autofokus się zacinał, a silniczek obiektywu "męczył" się bezustannie przy próbach ustawienia ostrość. Byłam przekonana, że to moja wina, bo jestem nietechniczna, więc coś źle zrobiłam. Przez jakiś czas pomagało wyłączenie i ponowne włączenie aparatu, ale potem było znacznie gorzej. Aparat zachowuje się tak, jakby przestał działać światłomierz - ISO skacze do maksymalnego poziomu a przy tym czas migawki ustawia się na 1s lub dłużej, nawet jeśli celuję w niebo. Połowa zdjęć wyszła mi niemal czarna, inne nadzwyczaj rozjaśnione, jasność kadru zmieniała się nieoczekiwanie i w sposób jakby przypadkowy!
Tu mała dygresja na pocieszenie - nawet nie przypuszczałam, że tyle można wyciągnąć z RAW, jednak z powodu wysokiego ISO, zdjęcia były bardzo zaszumione.

Na jednym z forów wyczytałam coś takiego:

(...) we współczesnych obiektywach sygnały elektryczne są często przekazywane elastycznymi taśmami z naniesionymi ścieżkami drukowanymi. Taka taśma po iluś tam cyklach gięcia (które mogą występować przy składaniu obiektywu, zmianie ogniskowej lub ostrzeniu) mogą zacząć się przełamywać i wtedy przy niektórych pozycjach obiektywu ścieżki przestają kontaktować. 

Gdyby jeszcze zepsuł się mechanizm autofokusu, a pozostałaby możliwość ostrzenia ręcznego, to jeszcze pół biedy. Niestety, znalazłam takie wypowiedzi:

Mam obiektyw m.zuiko 14-42 ez pancake.
Działał pięknie aż do wczoraj - w zakresie ogniskowych 14-20 mm wszystko jest ok - chodzi idealnie, autofocus łapie ostrość bez problemu. Gdy próbuję zwiększyć ogniskową powyżej 20 mm fizycznie obiektyw zwiększa ogniskową - jest zoom aż do tych 42 mm, ale aparat mimo tego pokazuje, że jest ogniskowa to 20 mm a autofocus nie działa :/ 
co się mogło stać?? obiektyw nie spadł, nie utopił się ani nic z tych rzeczy - po prostu nagle zaczął wariować.


I inna, lecz podobna  ;-/

Mam aparat Olympus E-510 z obiektywem 14-42mm i 40-150mm. Problem polega na tym, że w obiektywie o mniejszej ogniskowej czasem nie działa autofocus. Generalnie sprawa wygląda tak, że gdy włączę aparat to wszystko jest OK. AF działa bez problemu. Gdy zmienię ogniskową obiektywu, autofokus przestaje działać. Pomaga tylko wypięcie i ponowne wpięcie obiektywu. Manualne ostrzenie też nie działa wtedy. To samo dzieje się, gdy delikatnie poruszam obiektywem zapiętym do body. Wrażenie takie, jakby coś nie stykało. Z innym obiektywem nie ma takiego problemu. Jak temu zaradzić? Nie ukrywam, że jest to denerwujące gdy za każdym razem gdy chcę zrobić zdjęcie zmieniając ogniskową, przestaje mi działać wyostrzanie... 

I rada z forum:

Prawdopodobnie masz kłopot z tzw. flexem, czyli taśmą przewodzącą pomiędzy między stykami przy bagnecie, a silnikiem napędzającym mechanikę obiektywu. Przy zmianie ogniskowej, taka taśma pracuje (zgina się mniej, lub bardziej), co po pewnym czasie może prowadzić do przerwania poszczególnych ścieżek. Serwis Olympusa - ryczałt 453,70 zł, albo serwis niezależny z wyceną (...)

Okazuje się więc, że tego typu problemy występują dość często w obiektywach M.ZUIKO...
I tu robię się wściekła, czuję się... oszukana, a przy tym pozostaję... bezradna.
Mój obiektyw makro też jest marki M.ZUIKO. Kosztował majątek (jak dla mnie). Czy zdążę się nim nacieszyć? A obiektyw kitowy bardzo lubiłam, odpowiadał mi zakres ogniskowych jaką miał.

Tak więc moja złota godzina skończyła się szybko. Najpierw straciłam dużo czasu i nerwów na uruchomienie obiektywu, a potem zrobiłam kilka ujęć powtarzając je po kilka razy. Ostatnie zdjęcia wszyszły niemal zupełnie czarne. Zrezygnowana wyłączyłam aparat i z czarnymi myślami wróciłam do domu. Jestem tak przybita, że dotąd nie odważyłam się założyć innego obiektywu, by sprawdzić czy przynajmniej z aparatem jest wszystko w porządku.



forum 1, forum 2




u82.97. (249)

obiektyw zuiko uszkodzony, obiektyw zuiko nie działa, obiektyw zuiko zepsuty, obiektyw zuiko naprawa, autofokus nie działa ZUIKO, obiektyw popsuł się autofokus, 

15 komentarzy:

  1. Uff ta technika, podziwiam Cię. Naprawdę i już od dawna. Ja po paru linijkach czytania kompletnie się pogubiłem (jak zawsze).
    A efekt czyli zdjęcia mnie Zachwyciły :) Pięknie pokazane piękno Natury. Gdy przed Chwilą wszedłem na blog i zobaczyłem, że jest nowy wpis i pierwsze zdjęcie. Od razu - ach cudnie i :) i potem :))

    Marek z Wlkp.

    ps. Mam znajomego, który ma taki dość już wiekowy japoński aparacik, gdzieś z lat 90tych, taki jakiś automatyczny, ja to oczywiście wiem jedynie, że jest 1. niewielki, 2. nawet jak na mnie dość prosty w obsłudze i 3. śliczny i srebrny ha ha. Nawet mi wychodziły na nim naprawdę dobre zdjęcia. Robiłem je, aby przesłać memu Mistrzowi, gdy planowałem nasadzenia, poprawiałem je, a potem gdy nie wiedziałem jak ciąć róże. I parę razy nie miałem do niego dostępu, więc wtedy zamawiałem profesjonalnego fotografa. I jego fotki były gorsze niż moje, robione tym srebrnym aparacikiem. O paradoksie !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kompletnie się pogubiłeś i to jak zawsze?? Tym razem na pewno byłam roztrzęsiona, więc może napisałam coś niezrozumiale, ale czy tak jest zawsze?
      Cieszę się, że zdjęcia Ci się podobają, szkoda jednak, że sa takie... ziarniste, pozbawione delikatności. Zresztą, może zawsze tak mi wychodziły, gdy używałam tego obiektywu? Będę to jeszcze analizować.
      Co do Twoich zdjęć (lepszych od tych profesjonalnych) - wiedziałeś co chcesz pokazać wykorzystując zapewne ustawienia automatyczne aparatu, a fotograf wiedział jak ustawić aparat, ale nie czuł tematu. Czy tak mogło być?

      Usuń
    2. Piszesz bardzo zrozumiale jak zawsze, ale mimo to ja nic z tego nie rozumiem jak zawsze, bo wystarczy nawet odrobina "techniki" i się gubię jak zawsze :-))
      A wiesz, że możesz mieć rację!! Poza tym to mu na okrągło wskazywałem co ma być widać na zdjęciach itd itp, "siedziałem mu na karku" i "marudziłem", no to starał się to pokazać, nie martwił się zaś, czy będzie też pięknie.
      Ta ziarnistość jest tu jak najbardziej na miejscu. To zdjęcia Dzikich roślin, do tego jeszcze jesienią, musi być bardziej szorsto, chropawo, ziarniście. Nieźle też to koresponduje z gładkością i kolorem gałęzi. Jest prima!

      Marek z Wlkp.

      Usuń
    3. Mimo wszystko, ja dość rzadko piszę o sprawach technicznych, bo też się kiepsko znam. Sformułowanie swojego problemu z aparatem (a jest ich wiele) sprawia mi dotąd wielki kłopot - brakuje mi słownictwa, no i wiedzy.
      Faktycznie - pnie są gładkie, więc to cała reszta jest taka ziarnista - od zeschłych roślin i opadłych listków :-)

      Usuń
    4. Nie pierwszy raz stwierdzam, że zbyt surowo się oceniasz. Ale masz do tego pełne prawo, piszesz o sobie, poza tym jesteś u siebie, tu na tym blogu. I nie pierwszy raz stwierdzam, że zazdroszczę Ci wiedzy fotograficznej, której ja bym na pewno nie zdołał posiąść. // Zanim coś napiszę, oglądam zdjęcia :) i piszę szczerze. // To są zdjęcia dzikiej, nie ogrodowej, do tego jesiennej przyrody. Ta surowość, ziarnistość, chropawość jest bez zarzutu. Jest bardzo dobra. Oddając przemijanie, a przy tym jednocześnie i nadal, siłę, witalność przyrody, dzięki czemu nie jest to przygnębiające. Koło życia. Ja bym raczej, o paradoksie, stwierdził że najmniej witalne są właśnie te gładkie pnie, to chyba młode osiki (?). Nie, żeby nie miały jej w ogóle, ale mniej. Ale one znowu dają piękny kontrast z liśćmi i bylinami, trawami etc., tymi już całkiem zwiędłymi, zaschniętymi i tymi, co jeszcze w miarę rześkie, przebarwione. // a tak już na koniec, te zdjęcia Kolejny Raz Uświadomiły mi, to co od jakiegoś czasu Czuję, że nawet w ogrodach trzeba starać się, aby były one spójne z otaczającą naturą i możliwie najbardziej naturalne. Nie chodzi o jej kopiowanie, choćby dlatego że człowiek nie zdoła tego uczynić, a poza tym ogród to ogród, zatem coś "sztucznego", ale należy mocno zbliżać się do natury, wtedy ta "sztucznosć" staje się bardzo, prawdziwie, szlachetna. Słucham Katarzynę Bellingham w jej audycji w Radiu Gdańsk, oglądam jej ogród, na jej stronie, ona sądzę tak to właśnie czuje, a ja coraz mocniej też, już wcześniej to mi gdzieś w duszy grało, ale teraz mocniej. A takie zdjęcia jak te tu, choć przecież wprost są zdjęciami dzikiej przyrody, to wzmacniają te odczucia. Inspirują i pozwalają przemyśleć ("przeczuć") pewne wrażenia, wewnętrzne obrazy, emocje, przemyślenia.

      Marek z Wlkp.

      Usuń
  2. Och, bidulko….
    Chciałbym jakoś pocieszyć, ale nie wiem jak, bo przecież nie opowieściami o moich podobnych kłopotach.
    Może uwaga ogólniejsza.
    Wiele urządzeń o których można powiedzieć, iż są codziennego użytku, są teraz bardzo skomplikowane – w przeciwieństwie do swoich poprzedników sprzed lat. Bywa, że nawet w czajnik wstawiany jest mikroprocesor, Matko Boska. A że te cuda (niby) myślenia i wygody użytkowania muszą mieć rozsądną cenę, jest jak jest.
    Nadziewanie elektroniką i szerzej automatyką urządzeń mam za ślepą drogę przy obecnych systemach programowania i obecnej jakości i trwałości wykonania. Zresztą, ta jakość specjalnie jest zaniżana, aby osiągnąć stan idealny dla producentów: kupić, szybko zużyć, wyrzucić i kupić nowe.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, Krzysztofie za próbę pocieszenia.
      Tak, nie mam zaufania do wszędobylskiej elektroniki - niby wiele ułatwiającej, a przy tym zawodnej, podatnej na usterki. W miare upływu czasu i zdobywania doświadczenia w fotografowaniu doceniam bardzo podarowanego mi niegdyś Nikona D50 i na pewno niejednokrotnie do niego wrócę (choćby zabierając go na wakacje). W ten sposób, obawiam się, ta lustrzanka mnie przeżyje ;-)

      Usuń
  3. Te piękne białe pnie na tle delikatnej czerwieni i żółci są takie piękne. Po to mamy jesień, żeby cieszyć się takimi kolorami. Na Wyspach Kanaryjskich ich nie uświadczysz. Cieszmy się pięknem naszej ziemi. Takie przemyślenia przyszły mi do głowy jak wróciłam z Sycylii, gdzie przyroda i krajobrazy są przepiękne, cudowne wręcz, morze ciepłe i przyjemne ale ulice miast i miasteczek brudne i śmierdzące. Boże, jak czysto i porządnie jest u nas.
    Ewa M.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem czy mówisz o moich zdjęciach, czy o jesieni w ogóle. Owszem, nasza złota jesień jest bardzo piękna i kolorowa i wielka szkoda, że szybko przemija, a potem następuje Wielka Burość Zimowa.
      Ciekawi mnie dlaczego komentujesz jako dwie, a może i trzy osoby na moim blogu? Przepraszam, ale nic na to nie poradzę - od kiedy się zorientowałam (jakoś mnie to zraniło - bo czym sobie zasłużyłam na... oszukiwanie??) nie daję wiary przebierańcom, zwłaszcza Anonimowym.

      Usuń
  4. Aniko, nie oszukuję. Po prostu nie jestem kompatybilna z techniką komputerową i mam kłopot z tworzeniem kont i logowaniem się. Ktoś kiedyś pokazał mi jak to się robi, ale od kilku tygodni jakoś mi to znowu nie wychodzi, z okienka logowania zniknęły moje parametry. Przepraszam, jeśli poczułaś się źle z tego powodu. Nie miałam zamiaru robić czegokolwiek, co mogłoby kogoś urazić. A jednak. Jeszcze raz przepraszam. Nie będę zatem Cię już więcej niepokoić. I swobodnie możesz skasować moje wpisy, prawdopodobnie nie mają żadnego znaczenia.
    pozdrawiam Ewa M.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niekompatybilna...
      Swego czasu opublikowałaś komentarz podpisany jako Ewa M., tyle, że zapomniałaś wylogować się z konta użytkownika Bjork. I jako Bjork szybko go usunęłaś.
      Komentarze na bieżąco otrzymuję na skrzynkę e-mail - stamtąd nie zginą.

      Usuń
  5. Ja mam takie same problemy z tą całą techniką komputerową, zresztą nie tylko w takich miejscach jak to tu, ale i na gruncie zawodowym (i złe, delikatnie mówiąc, zdanie o informatykach i ich „dziełach”, im bardziej grzebią tym bardziej jest nagrzebane). Dlatego, choć zależało mi na utworzeniu konta, aby poprawić statystyki moich wejść tu, to go nie mam. Choć, sądzę że słusznie, uważam się za w miarę inteligentnego, to założenie konta mnie przerosło.

    Marek z Wlkp.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdybym była ciekawa zapytałabym jakichże to skomplikowanych czynności nie byłeś w stanie wykonać, by założyć skrzynkę e-mail na gmail.com i z automatu uzyskać profil użytkownika do niemal dowolnego skonfigurowania? Proszę, oszczędź mi wynurzeń.
      Trochę Was łączy, prawda? Tak w ogóle, to nie przywitałeś się ze swoją znajomą od Mariana, z którą tak niespodziewanie odnaleźliście się na moim blogu i to zaledwie po jednej wypowiedzi! http://chwilezachwycone.blogspot.com/2017/12/nastroje-3.html
      Nie wdając się w dalsze szczegóły, podsumuję - odezwały się nożyce. Ha ha, i to właśnie te ;-]
      Podtrzymuję zapytanie - tylko po co??

      Usuń
  6. Tegoroczna jesień jest magiczna, piękne zdjęcia! Pozdrawiam cieplutko! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :-) Ha ha ha, cie-plut-ko, co za słowo, zwłaszcza w "ustach" faceta ;-P

      Usuń

Pole komentarza wypełnij treścią :-)