O blogu


Koniec października 2014

Prowadzenie tego blogu okazało się zajęciem pochłaniającym wiele czasu i energii. W sposób dla mnie niemal niezauważalny wciąż podnoszę poprzeczkę - opisując roślinę czy owada (tych ostatnich przybywa!) szukam informacji nie w jednym, ale w wielu źródłach, coraz częściej także obcojęzycznych. Składam to wszystko w jedną całość, wybieram, weryfikuję, uzupełniam – nie potrafię i nie chcę ograniczać się do lakonicznych informacji. Chciałabym, by pokazywane tu rośliny i owady zostały „zaopatrzone” w miarę kompletną wiedzę o gatunku. Dążę też do tego, by to, co przedstawiają zdjęcia nie budziło wątpliwości przy identyfikacji... z jakimi sama borykam się studiując pojedyncze fotografie (znalezione w internecie) – czy na pewno przedstawiają tę, czy może jednak inną, dość podobną roślinę/owada.
Jednakże prowadzenie czegoś w rodzaju zielnika czy atlasu nie jest moim zamiarem – z tego powodu brakuje tu zdjęć wszelkich części roślin. Z drugiej strony mam taką nadzieję, że to co pokazuję jest wystarczające do identyfikacji (zwłaszcza, że dzielę się spostrzeżeniami), a przy większej lub mniejszej dozie wyobraźni oglądających - posiada swoistą urodę, dozę piękna wartą chwili uwagi.
Jeśli tej chwili uwagi towarzyszy błysk pozytywnego zaskoczenia (zaChwytu), że „to coś” - niby zwykłe, mijane na co dzień, może być uznane za piękne (nie tylko w moich oczach), to moja satysfakcja jest niemal pełna.
Do pełni satysfakcji ciągle brakuje mi techniki, warsztatu, umiejętności fotografowania pozostającego (już; jeszcze?) na etapie fotowania (długiej fazy pośredniej pomiędzy pstrykaniem a Fotografowaniem) oraz późniejszej obróbki zdjęć. Ciągle jestem wierna przeglądarce IrfanView, łatwej w obsłudze, szybkiej i przyjaznej. Przez długi czas traktowałam ją trochę jak zło konieczne (jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma), ale od pewnego czasu...
Tak, wiem, że moje zdjęcia nie mieszczą się w normie estetycznej – gdzie mi tam do czystego, jednolitego tła ukazującego jak na dłoni kwiat, liść, owada. Z drugiej strony, gdybym potrafiła wyciąć „zbędne” tło, moje zdjęcia upodobniłyby się do większości innych. Tak więc wadę w postaci zagmatwanego tła zaczęłam traktować jako swoistą zaletę (wyróżnik), ale i rzeczywisty kontekst – ja chcę pokazywać także fragment miejsca, środowiska, kamuflażu, rzeczywistego tła, a nie imitować studyjny portret.
A co do samych zdjęć – hm, czasami bywam trochę zaskoczona...
Otóż, zdarza mi się wracać do starszych postów i ponownie obrabiać zamieszczone tam zdjęcia. Nieco (i mile) zaskoczona bywam tym, że nawet na dzień dzisiejszy (niektóre!!) dawne zdjęcia po ponownej obróbce okazują się całkiem przyzwoite (jak na umiejętności pstryKaczki będącej obecnie w fazie fotowania). Czasem dodaję nawet jakieś nowe zdjęcie (niepublikowane dotąd), ale stare czyli powstałe w tym samym okresie), gdy okazuje się, że na skutek obróbki okazuje się ono nie gorsze od pozostałych, a uzupełnia omawiany temat. Nową obróbkę można rozpoznać po podpisie na zdjęciach w starych postach – pierwotny napis to chwilezachwycone.blogspot.com, a obecnie (już od kilku miesięcy) stosuję tylko Chwile zaChwycone.
Poza tym bez zmian – fotuję i ostrzę oko oraz zgłębiam tajniki obróbki zdjęć  :-).  
507

Koniec września 2013

Właśnie minęło 9 miesięcy od chwili, gdy powstał ten blog. Do chwili obecnej opublikowałam 112 postów. Nadchodzi jesień, pomału kończy się okres, gdy wszystko kwitło i buchało życiem, ale to nic - zrobiłam tyle zdjęć, że jeszcze na długo starczy mi opowieści.
Wiele się dowiedziałam - o roślinach, o moim aparacie i fotografowaniu (mam nadzieję, że poczyniłam pewne postępy; w każdym razie wiem, iż zrobienie dobrego zdjęcia to dla mnie wielka sztuka. Choć czasem i przypadek  :-) ), a także spróbowałam fotografować ważki, motyle i parę innych owadów. Ha, nawet nakręciłam pierwsze filmy!
Wiosna i lato upłynęły mi na fotografowaniu głównie roślin - w moim lesie i na łąkach, które odwiedzam dość regularnie. Jesień z pewnością także podsunie mi inspiracje do kolejnych zdjęć, ale pomału snuję plany na przyszły rok. 
Otóż, w mojej okolicy (dokąd mogę dojść na piechotę), ostały się jeszcze 4 pola uprawne. Chciałabym przyjrzeć się im uważniej. Stworzyłam stronę pt. "Ogródek chwastów", gdzie umieściłam dwa spisy chwastów występujących w Polsce. Czytając o chwastach dowiedziałam się, że niektórym grozi zupełne wyginięcie, ponieważ są związane z uprawami konkretnych roślin, a ich wytępieniu sprzyjają wyspecjalizowane środki ochrony roślin uprawnych. Jestem ciekawa jak wyglądają i mam nadzieję, że nie będzie za późno, jeśli począwszy od przyszłej wiosny, a nawet pierwszych słonecznych dni zwiastujących odejście zimy, zacznę odwiedzać pola i poszukiwać na ich skraju (nie chcę niszczyć zasiewów) owych chwastów rolniczych. Chętnie też zobaczę jak rozwijają się zboża, rzepak i inne rośliny siewne.
Ale wracam do chwili obecnej - po pierwszej (wstępnej) weryfikacji moich katalogów ze zdjęciami, muszę, z braku wyboru, pogodzić się z rzeczywistością - są jakie są i nie jestem nimi zachwycona. Ale z drugiej strony zależy mi (jak się okazuje) na utrwalaniu wyglądu roślin w różnych fazach rozwoju. Oczywiście, że chcę robić dobre zdjęcia i równie oczywiste jest to, że przede mną daleka droga. Ale kiedy patrzę na zdjęcia z moich pierwszych postów (te żałosne, niewyraźne kikuty na brudnobiałym tle), myślę sobie, że skoro ciągle ćwiczę, uczę się i nabieram doświadczenia, to moje przyszłoroczne zdjęcia będą znowu trochę lepsze. Zatem kiedyś uda mi się zrobić zdjęcia, które oddadzą urodę fotografowanych przeze mnie roślin i owadów, tak jak ją postrzegam, a ciągle jeszcze nie potrafię przekazać. 
W każdym razie jestem pewna, że nigdy nie zrobiłabym takich postępów nie prowadząc tego blogu. Chcąc zaprezentować jakąś roślinę czy owada, staram się znaleźć stosowne informacje o gatunku, muszę też przygotować zdjęcia i zaplanować treść postu, co sprawia mi dużą frajdę.
Zatem nie przedłużam i biorę się do opracowania następnej rośliny. A jakiej? 
Niech się zastanowię...


Koniec grudnia 2012

Jako dziecko ładnie rysowałam i malowałam, miałam tzw. talent, ale myślę, że były to tylko uzdolnienia. Większe niż przeciętne, ale tylko uzdolnienia i pewna pasja. A jeśli nawet był to talent, to został zaprzepaszczony - nie miałam możliwości żeby go rozwijać i kształcić pod fachowym okiem. Nadal przechowuję farby, ołówki i kredki z tamtych czasów, ale teraz nie mam już odwagi wziąć ich ponownie w rękę. Pusta kartka onieśmiela mnie, niewprawna ręka nie słucha i zawodzi. A najgorsza jest ta paraliżująca pustka w głowie. Malowanie, czy rysowanie wymaga bardzo dobrego warsztatu i wielu lat stałego doskonalenia i ćwiczeń: ręki, oka, technik i materiałów. Nie nadgonię już straconego(?) czasu; próbując teraz malować nie osiągnę wiele. Chyba też stałam się niecierpliwa, bo nie potrafiłabym czekać na końcowy efekt do ostatniego pociągnięcia pędzlem .
Od sierpnia 2012 roku prowadzę blog "Inspirująca codzienność", na którym przedstawiam swoje pomysły, dzielę się inspiracjami, piszę o efektywnym sprzątaniu, doświadczeniach służących poprawie organizacji pracy domowej, efektywnych działaniach, niskonakładowych rozwiązaniach oraz o gotowaniu i pieczeniu od kuchni. 
Jednym z tematów bloga "Inspirująca codzienność"jest także moja ostatnia pasja - fotografowanie, zwłaszcza w trybie makro. Zachwyciłam się pięknem otaczających mnie zwykłych roślin, często rosnących przy drodze czy na nieużytkach, stąd etykieta postów "Piękne chwasty"
Uznałam jednak, że temat ten nie pasuje do tamtego bloga, obiecałam więc swoim Czytelnikom, że z chwilą, gdy będę miała lepszy aparat, zaprzestanę publikowania tam działalności fotograficznej i założę nowy blog, co niniejszym uczyniłam w dniu 28 grudnia 2012 roku.
Fotografowanie - utrwalanie obrazów, chwytanie chwili, rytmu, harmonii, piękna, dostrzeganie szczegółu, z jednoczesną możliwością przedstawienia własnego spojrzenia, to właśnie to, czego mi potrzeba. Patrząc w wizjer aparatu szukam tych wycinków rzeczywistości, które same w sobie stanowią dla mnie ciekawą (doskonałą?) kompozycję.
Powiadają, że dziś są już tak dobre aparaty fotograficzne, że każdy może zrobić dobre zdjęcie. Mając aparat Sony Cyber-shot jestem o tym niemal... przekonana :-).
Do mnie należy tylko znaleźć ciekawe obiekty, gotowe obrazy, które postaram się utrwalić najlepiej jak będę potrafiła. Poszukiwania tematu, komponowanie obrazu, a właściwie odnajdywanie właściwego kadru oraz robienie zdjęć daje mi spore pole do popisu i sprawia tak wiele satysfakcji, że nadal wierzę w swoje uzdolnienia. Jeśli nie do malowania, to chociaż do postrzegania ich. 
Jestem ciekawa jak potoczą się losy tego bloga, co będę tu zamieszczać, jakie nieodkryte kadry czekają gdzieś na mnie? 
Początkowo miałam zamiar po prostu kontynuować prezentowanie zdjęć tzw. chwastów w trybie makro, ale teraz nie jestem tego pewna... Mam nowy aparat, który dopiero poznaję (jest moim gwiazdkowym prezentem!), więc spodziewam się wielu emocji związanych z opanowaniem wszystkich(?!) jego możliwości. No i nie znam swoich :-). Pół roku temu nie przypuszczałam, że robienie zdjęć może być tak pasjonującym zajęciem, że zmieni nawet moje spojrzenie na świat. 
Zatem ruszam w drogę, bo świat mnie woła, a ja tak wiele się spodziewam :-). Będę zamieszczać tu relacje ze swoich fotograficznych małych przygód oraz umieszczać zdjęcia, zrobione co najmniej 24 godziny wcześniej, które oprą się próbie (tego) czasu :-) . Dłuższa zwłoka w publikacji zdjęć mogłaby położyć kres moim planom prowadzenia niniejszego bloga, bo przecież zawsze można by było zrobić je lepiej, prawda?
Ale w końcu chwile są i lepsze, i gorsze. A ja chcę zaChwytać chwile.

Chwile zaChwycone o blogu

21 komentarzy:

  1. Witam ,blog Twój jest naprawdę interesujący .Dużo ciekawych postów . Dziekuje Ci za odwiedziny i kilka słów [nauki] .Dostosuje się do twoich uwag ,masz jednak racje co do mego postu .Dziękuje i pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo mi miło. Ja Twój blog także odwiedzam z ciekawością :-). Pozdrawiam

      Usuń
  2. Bardzo ciekawy i treściwy blog, ładne zdjęcia. Jestem w trakcie kompletowania zdjęć do mojego 'zielnika' i wiele z Twoich wpisów jest dla mnie pomocnych przy identyfikacji roślin. Bardzo dziękuję i gratuluję botanicznej pasji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszy mnie to bardzo - fotografowanie i poznawanie roślin z najbliższego otoczenia okazuje się być wielce wciągającym zajęciem. Sama jestem zaskoczona swymi "odkryciami".
      Dziękuję za miłe słowa i pozdrawiam

      Usuń
  3. ZaChwyciłam się :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Jestem pełna podziwu dla Pani pracy i profesjonalizmu - blog jest absolutnie fantastyczny!
    Czy jest może prowadzona strona na facebooku?
    Z pewnością wielokrotnie będę tutaj wracać, bo naprawdę warto :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, choć przyznam, że jestem laikiem w świecie przyrody, jednak lubię dowiadywać się wszystkiego :-).
      na Facebooku prowadzę stronę dla drugiego bloga (Inspirująca codzienność), na którą wrzucam czasem jakieś posty z tego bloga. Nie mam siły i czasu by to wszystko jeszcze szerzej ogarnąć.
      Pozdrawiam i zapraszam do odwiedzin, będzie mi miło :-)

      Usuń
    2. @ Anika ! chętnie odwiedzę Cię na Facebooku, nie widzę jednak na Twoim blogu adresu do niego. Przy okazji zapraszam do siebie:

      https://web.facebook.com/profile.php?id=100006486979257

      Podoba mi się Twój sposób przekazu treści do odbiorcy. Pozdrawiam Michał

      Usuń
  5. GENIALNY blog <3 ....nic, tylko dodać do ulubionych :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Przypadkowo tu trafiłam (wpisując w google 'przegorzan kulisty' :)) i spodobało mi się na tyle, że dodaję go do ulubionych w zakładkach :) Moja historia jest bardzo podobna - gdy kupiłam aparat, zaczęłam fotografować rośliny na okolicznych łąkach, a potem szukać, co to właściwie uwieczniłam. Robię to z małymi przerwami prawie od 10 lat, a ciągle znajduję coś nowego (jak np. przegorzan). Widzę też, jak otoczenie zmienia się nieustannie - rośliny, które w jednych miejscach występowały często, znikają i ustępują miejsca innym, albo przenoszą się trochę dalej... Aparat zdecydowanie pomaga w tych obserwacjach :)
    Pozdrawiam!
    Maria

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo mi miło (lubię takie przypadki!) i zapraszam do odwiedzin - już trochę się nazbierało roślin łąkowych, ogrodowych, drzew i owadów. Mam nadzieję, że będzie ich jeszcze więcej. Pozdrawiam

      Usuń
    2. Jestem podważeniem opisu o aparatach do fotografii.

      Usuń
    3. Dane techniczne skopiowałam :-)

      Usuń
  7. Trafiłam tu przypadkiem szukając wciąż więcej informacji o wianowłostce królewskiej. Muszę przyznać, że ten blog potrafi zafascynować. Jak najbardziej moje klimaty ;) Ja istnieję w sieci od półtora roku, więc nadal jestem początkująca, ale zawsze możemy "powymieniać się" jakimiś informacjami o drzewach :) Już dodałam Cię do obserwowanych.

    Pssst... co do wianowłostki, piszesz, że kwitnie w czerwcu i lipcu. Na Maderze spotkałam okaz kwitnący jeszcze w najlepsze w połowie sierpnia. Nie wiem, czy to normalne zjawisko, czy po prostu według wszelakich przekonań na Maderze wszystko jest inne i piękniejsze niż gdziekolwiek ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Informacje o terminie kwitnienia wianowłostki będę musiała zweryfikować - sama widziałam je w rozkwicie w drugiej połowie sierpnia. Dziękuję i zapraszam - bardzo przyda mi się pomoc w rozpoznawaniu drzew. np. bardzo chciałabym umieć odróżnić topolę białą od wszelkiej maści mieszańców - topoli szarej :-)

      Usuń
    2. Ambitne ;) Ale nie wiem, czy do końca możliwe. Topola szara jako naturalny, bez udziału człowieka, mieszaniec topoli białej i osiki, jest czymś pośrednim pomiędzy nimi, a cechy tego mieszańca są na tyle zmienne, że raz spotkasz coś zbliżonego do białodrzewu, a raz bardziej przypominającego osikę.
      Dodam pewną ciekawostkę, że w starych parkach Polski często występuje topola kanadyjska - mieszaniec topoli czarnej z jakimś północnoamerykańskim przybyszem przywleczonym tu w dawnych latach. Od czystej topoli czarnej różni się bardziej wyprostowanym pokrojem, takim ładniejszym, i gładszą korą. Coś, na co niewielu, naprawdę niewielu zwraca uwagę, tak więc one raczej już pozostaną czarnymi i tyle. Nikt się w to nie zagłębi. Tym bardziej, że mimo iż topole potrafią prezentować się pięknie, to są to takie nasze "chwasty drzewne"...

      Chętnie posłużę pomocą i podzielę się swoją pasją, a na pewno też nie raz i tu poszukam porady o czymś, o czym nie będę miała pojęcia. Jestem na etapie zgłębiania informacji o drzewach napotkanych na Maderze. Swoją drogą, zapraszam do siebie. Jeśli jeszcze nie dotarłaś do maderskich Laurissilva, to być może jeden z moich dendro-wędrowniczych postów da Ci kopniaczka, żeby tam dotrzeć. Mówię Ci, nie widziałam jeszcze tak unikatowej przyrody jak tam :)

      Usuń
    3. Rozróżnianie drzew, które tworzą mieszańce jest bardzo trudne - jestem tego świadoma :-) Topoli czarnej też nie widziałam, a jeśli nawet to nie wiedziałam, że to ona.
      Odwiedziłam Cię - przedstawiasz ciekawe i nieznane gatunki drzew. Ja również skorzystam z Twojej pomocy. Pozdrawiam

      Usuń
  8. Wtranżolę się trochę nie na temat. Też założyłam bloga na blogspot. Ale nie radzę sobie z jego prezentacją. Nie mam pojęcia o wielu funkcjach, ma dużo błędów z którymi sobie nie radzę. Twój blog ma spójność, funkcje dodatkowe. Jestem widać mało internetowa. To co robisz jest świetne. Zazdroszczę.... Wiosenne pozdrowienia. :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie chcę uprawiać autoreklamy, ale cóż... na moim pierwszym blogu (Inspirująca codzienność) pod etykietą Blogowe wodotryski znajdziesz trochę porad jak ogarnąć blogspota. Pozdrawiam serdecznie

      Usuń