W pierwszej chwili i z pewnej odległości przypominała mi marchew zwyczajną, ale z bliska nic mi się nie zgadzało. Gromadka smukłych, nieco eterycznych roślin o drobnych biało-różowych kwiatkach witała mnie latem na rozstaju ścieżek w Moim Lesie. I zamiast zastanawiać się nad wyborem kierunku wędrówki - w prawo czy w lewo, wolałam podejść i zobaczyć jak się mają. Gdzieniegdzie spotykałam też pojedyncze egzemplarze, na tyle często, że musiałam dowiedzieć się jak się zwą.
Wreszcie wiem - to kłobuczka pospolita. Kiedy bliżej ją poznałam, wydała mi się jeszcze bardziej interesująca.