Czuję się trochę nieswojo, gdyż niejednokrotnie wyrzuciłam złotooka na mróz podczas jesiennego mycia okien. Z drugiej strony nie miałam pojęcia, że jest on zdolny do przezimowania, sądziłam, że pozbywam się martwego owada. Teraz, gdy wiem już jak bardzo jest pożyteczny, nigdy bym już tak nie postąpiła. Schowałabym go do jakiegoś pudełeczka, by uwolnić wiosną.
Ubiegłego roku malutki owad z długimi czułkami i skrzydełkami nieco przypominającymi skrzydła ważki wylądował na ramie okiennej mojego balkonu. Zrobiłam mu kilka fotek, a potem przeczytałam o nim co nieco. To naprawdę niezwykły owad! W ciągu swego życia zjada tysiące larw i owadów będących szkodnikami upraw.
Tym razem zauważyłam go na kwiatostanie marchwi zwyczajnej, choć gdybym nic o nim nie wiedziała, nie zwróciłabym na niego uwagi. Bo też nie rzucał się w oczy - jasnozielony, cieniutki z niemal przeźroczystymi skrzydełkami, pasący się nieśpiesznie - akurat nektarem i pyłkiem kwiatów marchwi.
Nie byłam w stanie zrobić lepszych zdjęć, mimo, że złotook nie był płochliwy - letni wietrzyk bezustannie poruszał baldachem marchwi, do tego owad przemieszczał się od kwiatka do kwiatka wymachując swoimi długimi czułkami.
 |
| Złotook - powszechnie przyjęta nazwa owada z rodziny złotookowatych (Chrysopidae). W najszerszym sensie oznacza dowolnego przedstawiciela rodziny. Są to owady zjadające mszyce, czerwce, miodówki, przędziorki i larwy zwójek. |