Gdy pierwszy raz zobaczyłam wilca klapowanego (było to dwa lata temu), owszem, chwilkę mu się przyjrzałam i zrobiłam trzy zdjęcia. Więcej nie zaprzątałam sobie nim głowy, gdyż jego kwiatostany, wówczas nieliczne i dość blade, wzięłam za resztki nie wiadomo jakich kwiatów, które najwyraźniej przegapiłam. Wtedy byłam zafascynowana innym pnączem - kobeą pnącą, no i daliami. W tym sezonie ów wilec już nie pozwolił się zignorować. Najpierw zwrócił moją uwagę pięknie wykrojonymi, jasnozielonymi liśćmi. Wkrótce zaczęły pojawiać się oryginalne kwiatostany.
Nie wiem czy jeszcze wybiorę się do Botanika, to zależy od pogody. A wilec klapowany będzie kwitł aż do pierwszych przymrozków. Chciałabym go jeszcze zobaczyć...











