 |
| Zygaena loti - kraśnik rogalik, kraśnik komonicowiec |
Tego ciepłego i pogodnego dnia spotkałam kilka kraśników, motyli o trochę dziwnych skrzydłach, które mnie przypominają raczej pelerynę, w dodatku poplamioną czerwienią. Początkowo nie udawało mi się zrobić zdjęcia żadnemu z nich - były nie tyle płochliwe, co ruchliwe; bez wytchnienia przemieszczały się z kwiatu na kwiat... jasieńca piaskowego. W końcu trafiłam na takiego motyla, któremu było ze mną po drodze, a mianowicie raczył się nektarem jasieńców, przy których właśnie się zaczaiłam. Procedura konsumpcji okazała się rutynowa i za każdym razem odbywała się tak samo (i zawsze pośpiesznie). Na początek kraśnik przystępował do "stołu" i, jakby sprawdzając jego zasobność, zanurzał swą ssawkę w jeden lub dwa wierzchołkowe kwiaty jasieńca. Następnie wędrował pod "stół" i metodycznie wysysał nektar najpierw z dolnych kwiatów, później z coraz wyższych, a kończył na kwiatach u góry. "Objedzenie" całego kwiatu dookoła zabierało mu niespełna dwie minuty, a potem... przefruwał na kolejny i obrządek zaczynał się na nowo. Teraz znam już scenariusz i następnym razem, jeśli znów spotkam kraśnika, być może go sfilmuję.
A co do samego motyla - cóż, wiem, że to kraśnik z rodziny kraśnikowatych, ale nie jest to kraśnik sześcioplamek, ani (prawdopodobnie) kraśnik pięcioplamek, bo choć ma pięć (a może jednak cztery??) plamki na każdym skrzydle, to same skrzydła były brązowawe (szarobrązowe, kakaowe, lekko połyskujące w słońcu), a nie ciemnogranatowe.
Znajomi kraśników proszeni są o podanie nazwy gatunkowej prezentowanego tu osobnika, który zajęty spijaniem nektaru z trzech kolejnych kwiatów nie zwracał na mnie najmniejszej uwagi. Dla ułatwienia rozpoznania dodam, że jego czułki były całkowicie czarne, a druga para skrzydeł czerwona z czarną obwódką. Wiem, że to marna podpowiedź - pasuje do kilku gatunków.